koniec jest początkiem

Udało się. Tym razem na amen. Książka jest gotowa, wyprodukowana, rozesłana do wspierających. To faktyczny koniec kampanii crowdfundingowej z lipca zeszłego roku, bo wywiązaliśmy się z najważniejszej obietnicy.

Bardzo się cieszę, że zrobiliśmy ten projekt i bardzo się cieszę mamy go już za sobą. W tej chwili nie mam nawet siły, żeby go zachwalać. Sprzedawanie książki to druga taka robota co stworzenie jej, ale będziemy musieli ją „oddelegować”, to znaczy poprosić czytelników, żeby nas dużo chwalili.

Moja praca przez ostatni rok polegała głównie na pisaniu książki, dlatego nie miałem już czasu na pisanie artykułów. Teraz nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do nich wrócić, zwłaszcza że zebrałem zapas wrażeń z gier, w które grałem w międzyczasie (również dzięki Wam, bo robicie nam prezenty).

Jeśli wszystko dobrze się ułoży, to od czerwca zaczniemy nowy projekt i tym razem będzie to gra. Nie mogę o niej za dużo opowiadać, bo będziemy ją budować na zamówienie klienta i obiecaliśmy dyskrecję, ale jestem nią bardzo podekscytowany, ponieważ będzie to pierwsza w moim dorobku gra dla dzieci.

Równolegle mam na „małym ogniu” aż trzy projekty perswazyjno-edukacyjne, w tym dwie gry. Jedna z nich nosi roboczy tytuł „Max Gender” i dotyczy kwestii tożsamości płciowej. W tym temacie nie waham się zajmować zdecydowanego stanowiska, ponieważ urodziłem się i czuję się mężczyzną, ale nie mam wielu tradycyjnie „męskich” atrybutów, takich jak odpowiedni wzrost czy prawo jazdy. Przez to nie raz miałem okazję przekonać się, jak ludzie traktują kogoś, kto nie jest taki, jak „powinien”. Uważam, że takie „powinności” warto wyrzucić do kosza.

Dużo bardziej neutralny jest projekt, który chodzi mi po głowie od paru miesięcy, ale dopiero w tym tygodniu się wykrystalizował, a dotyczy ordynacji wyborczych. Ordynacja jest kwestią techniczną, a nie ideologiczną, ale jej wpływ na wyniki głosowań jest tak znaczny, że warto ją dobrze rozumieć.

Trochę żałuję, że chwilowo nie ma szans na powrót do moich starych prototypów. Kilka lat temu pracowałem nad bardzo obiecującą grą o żeglowaniu, będącą czymś w rodzaju „Pirates!” na odwrót. Wiele mechanizmów, które chciałem w niej zastosować, dziś z wielkim powodzeniem realizuje „Sunless Sea”. Oczywiście nie ma żadnych nagród za zajęcie drugiego miejsca, więc ten prototyp musi poczekać. Tęsknię też do eksperymentalnej gry muzycznej, w której gracz komponował własne melodie, a przy okazji hodował kwiaty. Ona z kolei jest zbyt „dziwna”. Dużo łatwiej będzie nam sfinansować przedsięwzięcia wymienione wcześniej.

Jest w tym pewna ironia. Wydawałoby się, że projekty czysto rozrywkowe mają większą szansę na sfinansowanie niż jakieś tam wydziwianie na poważnie, a tymczasem okazuje się, że tych pierwszych jest już dosyć, a drugie znajdują uzasadnienie w szczególnych okolicznościach politycznych, z którymi obecnie boryka się Polska.

Jeśli jeszcze nie zdecydowaliście się na zakup książki, to zachęcam do zapoznania się z jej spisem treści i darmowymi rozdziałami.