Prosimy nie regulować odbiorników

by
dzielnie zmierzamy

Zauważyliście może, że ostatnio mało się odzywamy. To zamierzone.

Pracujemy nad nową szatą graficzną strony, a w międzyczasie tworzymy grę na zlecenie. Koniec obu przedsięwzięć zbiegnie się w czasie i nastąpi prawdopodobnie za mniej więcej miesiąc.

Wielkiego Otwarcia nie będzie. :-) Ale za to będą nowe artykuły. Planujemy między innymi serię, w której przyjrzymy się konkretnym mechanizmom w konkretnych grach i opowiemy, jak ten jeden, konkretny mechanizm zmienia całą grę. Przymierzamy się też do nowej gry i… nowej książki. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to już niedługo zaczniemy się nimi chwalić.

Tymczasem znajdziecie nas również na Facebooku, gdzie wrzucamy pomniejsze wiadomości (na przykład o tym, że niedawno zrobiliśmy dodruk książki).

Pułapki współpracy zdalnej

by
przepaście

Podstawową zasadą przetrwania zespołu bez wydawcy jest minimalizacja bieżących kosztów. W praktyce najłatwiej oszczędzić na biurze: wszyscy pracują na własnym sprzęcie, w domu. W przypadku idealnym będzie to ich wspólny dom. W pozostałych nie ma wyboru innego niż współpraca zdalna.

W Inżynierii mamy już w tym wprawę. Oto garść spostrzeżeń wyniesionych z praktyki.

Projekty w pajplajnie

by
piramidki

Ładnych kilka lat temu na pewnym Bardzo Tajnym Forum Dla Prawdziwych Developerów wywiązała się kłótnia. Uczestnicy licytowali się, które studio jest „poważniejsze” i robi większy biznes. Jeden z nich jako miary męskości użył „projektów w pajplajnie”, czyli, mówiąc po ludzku, gier powstających równolegle. W tym studiu produkowano ich sześć.

Cóż. Sześć „projektów w pajplajnie” ma również Inżynieria, a nie staramy się być ani duzi, ani nadmiernie poważni. W istocie, gdybym mógł, nie poprzestałbym wcale na sześciu projektach, lecz z radością powitałbym szesnaście bądź sześćdziesiąt.

Trudność opisu pomysłu

by
nieporozumienie

Ostatnio sporo gram w znakomitą grę. Jest to rodzaj łamigłówki, w której zadanie polega na oznaczeniu każdego pola planszy jako „pustego” lub „zajętego”. Pomagają w tym podpowiedzi pojawiające się na już oznaczonych polach. Informują one, ilu sąsiadów danego pola jest zajętych.

Ten opis może Wam się wydać podejrzany. Pasuje przecież jak ulał do poczciwego Sapera. Tu jednak mam dla Was niespodziankę…

Coś się kończy

by
koniec jest początkiem

Udało się. Tym razem na amen. Książka jest gotowa, wyprodukowana, rozesłana do wspierających. To faktyczny koniec kampanii crowdfundingowej z lipca zeszłego roku, bo wywiązaliśmy się z najważniejszej obietnicy.

Bardzo się cieszę, że zrobiliśmy ten projekt i bardzo się cieszę mamy go już za sobą. W tej chwili nie mam nawet siły, żeby go zachwalać. Sprzedawanie książki to druga taka robota co stworzenie jej, ale będziemy musieli ją „oddelegować”, to znaczy poprosić czytelników, żeby nas dużo chwalili.

Tsunami

by
skala

Projekty łapią opóźnienia z różnych powodów. Małe przedsięwzięcia są podatne na wypadki losowe: ktoś zachorował, komuś brakowało weny, komuś wybuchł piecyk. Im większa gra, tym bardziej takie sytuacje się uśredniają, dzięki czemu łatwiej je ogarnąć. Za to rośnie komplikacja samego przedsięwzięcia. Łatwiej o pomyłkę, przez którą sprawy wymkną się spod kontroli.

„Inżynieria gier” należy do pierwszej kategorii, a czynnikiem losowym, który stanął na jej drodze, okazała się polityka.

Syndrom prymusa

by
skala

Mój wymarzony dzień pracy wygląda tak: wstaję w miarę wcześnie, jem śniadanie, robię zakupy. Pracuję kilka godzin, gotuję i jem obiad, odpowiadam na maile. Znowu pracuję kilka godzin, jem kolację, trochę klikam społecznościówki, trochę gram lub czytam. Idę spać zadowolony z dobrze spędzonego dnia.

Jednak często mój dzień pracy wygląda tak: wstaję później niż bym chciał, jem śniadanie, robię zakupy. Przez kilka godzin zabieram się do roboty, na obiad jem byle co. Potem pracuję przez kilka godzin, albo i to nie, jem kolację i przypominam sobie, że miałem odpisać na maile. Denerwuję się, że za mało zrobiłem, więc trochę gram na rozluźnienie, bo czytać już nie mam siły. Robi się bardzo późno, idę spać sfrustrowany.

A wszystko przez piątki w szkole.

Linia mety

by
koniec jest początkiem

Udało się! W 40 dni zebraliśmy prawie 33 tysiące złotych. Jesteśmy wdzięczni przyjaciołom, którzy nadali nam rozpęd, życzliwym odbiorcom, którzy opowiadali o nas swoim znajomym, patronom, którzy użyczyli nam swojego rozgłosu oraz wszystkim 344 osobom, które wsparły nas na PolakPotrafi.

Na szczegółowe sprawozdanie przyjdzie czas, gdy wygrzebiemy się spod góry bieżących zadań. Najbliższymi celami są: rozesłanie nagród i dopełnienie formalności podatkowych. Niemniej już dziś chciałbym podzielić się spostrzeżeniami o trzech rzeczach, które nas najbardziej zaskoczyły podczas kampanii

Rusza crowdfunding Inżynierii Gier

by
Julianna_200px

Największe z naszych dotychczasowych przedsięwzięć weszło w kluczową fazę. Jeżeli powiedzie się kampania crowdfundingowa, to wydamy ebook, jakiego jeszcze nie było w Polsce. Dowiecie się z niego jak działają gry, ale nie jako programy komputerowe, tylko jako gry właśnie. Chciałbym, żeby lektura była równie przystępna co mój niezbędnik sprzed kilku lat, ale znacznie dogłębniejsza: uczciwe 400 stron fachowej wiedzy rozpisanej na czytelne przykłady.

Crowdfunding jest wysiłkiem zbiorowym. Liczę na Twoją pomoc: